Tab Article
W "Księciu czasu" i innych opowieściach zamieszczonych w tym tomie rzeczywistości tak zwanej obiektywnej właściwie nie ma, utwory te rozpoczynają niewątpliwie nowy, niedokończony rozdział w twórczości Tadeusza Siejaka. W tym kontekście zwierzenia narratora "Księcia czasu" zabarwiają się nieoczekiwanym i trudnym do wysłowienia znaczeniem, jakby na naszych oczach rodził się mit twórcy świadomie zbliżającego się do kresu. Z tej perspektywy staje się jasne, dlaczego brak formalnego zakończenia tego rozdziału przestaje być brakiem w znaczeniu istotnym. Twórczość ta jest zamkniętą całością i to w takim rozumieniu całości, do jakiego sztuka nie rości sobie pretensji. Łatwo jest w literaturze utrzymywać pozory prawdopodobieństwa życiowego, ale oprócz śmierci, życie ma do zaoferowania niewiele prawdopodobnych zakończeń.
Henryk Michalski
„Książę czasu” Tadeusza Siejaka to zbiór czterech jego opowieści. Dwie z nich: „Ta sama kula” i tytułowy „Książę czasu” to impresje senne (określenie autora). Jest też impresja demagogiczna („Wielki spływ”) i historyczna („Namiot Wodza”).
Czytając opowieści mamy wrażenie, że choć nic nie dzieje się naprawdę, jest tylko fantazją bohatera, jego wizją lub snem, to jednak odnosi się do rzeczywistości. Postacie nie istnieją realnie. Kobieta jest tylko symbolem kobiety, wódz – symbolem wodza, człowiek nie jest konkretną osobą lecz człowiekiem w ogólności, a wydarzenia mają charakter przypowieści. I wszystko może się zdarzyć. Wszystko można zobaczyć, gdy nagle, w ciągu chwili, przemija milion lat, a ludzie z różnych epok żyją obok siebie. Bo miłość niezależnie od czasu jest tym samym, tak samo wojna i przemoc, tak samo wiara, Bóg, Diabeł; te same pytania, to samo poszukiwanie sensu, ta sama chęć poznania.
Ileż w opowieściach jest różnych treści: o dobrej i złej naturze każdego człowieka i całej ludzkiej zbiorowości, o rewolucji, wojnie, totalitaryzmie, o przemijaniu życia i o tym, co nie przemija.
Wszystko napisane z sercem, choć nie bez mocnych słów i gorzkiej ironii.
Czas akcji – zawsze.
Miejsce akcji – wszędzie.
Michał Lewicki („Olszynka” 1999)